Swastyka może mieć ramiona zgięte w prawo albo w lewo. Postać "prawoskrętna", naśladująca kształtem ramion ruch Słońca (widziany z półkuli północnej Ziemi), kojarzona jest najczęściej z kultami solarnymi, jako symbol ognia i Słońca (krąg promieni); jest talizmanem przynoszącym szczęście; bywała symbolem bogiń, a więc płodności. Swastyka z ramionami skierowanymi w lewo (nazywana sauvastika) jest znakiem nocy i magii, emblematem straszliwej bogini Kali, żony Śiwy.
Na skutek zaanektowania symbolu swastyki przez III Rzeszę, symbol ten czasami błędnie uważa się za znak germański. Swastyka występuje jednak na całym świecie (poza Australią) od pradawnych czasów. Jedno z najstarszych malowideł z motywem swastyki pochodzi z paleolitu – ma więc około 10 000 lat. Swastykę odkrywano w znaleziskach z późnego neolitu na Bliskim Wschodzie, w późniejszych w Babilonie i u Hetytów. W epoce brązu znana była już w Troi, Mykenach, Skandynawii, później w Grecji, Italii, Chinach, Japonii.http://pl.wikipedia.org/wiki/Swastyka
Sufizm, będąc mistyczno-ascetyczną ścieżką do poznania Boga, nie posiada żadnej sprecyzowanej doktryny. Nie znaczy to, że sufi lekceważą teologię, jednak to nie teologia jest przedmiotem ich studiów. Dlatego sufizm rozwinął się w jednakowym stopniu wśród sunnitów i szyitów, czerpiąc wiele inspiracji z monastycyzmu chrześcijańskiego i buddyjskiego. Częścią światopoglądu sufickiego jest też wiara w wahdat al-wudżud (jedność rzeczywistości), utożsamiana nieraz z panteizmem. http://pl.wikipedia.org/wiki/Sufizm
Wśród nich specyficzną pozycję zajmuje sufizm Czeczenów. To właśnie niezwykła solidarność bractw sufickich pozwoliła temu niewielkiemu narodowi przetrwać okupację rosyjską. Zaznaczyć jednak trzeba, że współczesny ruch niepodległościowy w Czeczenii inspiruje się raczej pochodzącym z Arabii Saudyjskiej wahhabizmem, który jest sprzeczny ze ścieżkami sufich.
W szczęściu nie kryje się żadna tajemnica.
Wszyscy ludzie nieszczęśliwi są do siebie podobni: przywiera do nich jakieś dawno minione wydarzenie (albo oni przywierają do niego). Może to być rana odniesiona przed wielu laty albo niespełnione pragnienie, albo cios wymierzony dumie, albo miłość, której iskra nie rozbłysnęła płomieniem, zdławiona została pogardą lub, co gorsza, obojętnością. Żyją więc spowici w całun przeszłości. Człowiek szczęśliwy natomiast nie ogląda się za siebie. Nie patrzy też w przód. Żyje teraźniejszością.
W tym jednak sęk. Teraźniejszość nie może bowiem jednego: nie pozwala dostrzec sensu. Drogi do szczęścia i do sensu nie biegną obok siebie. Aby zaznać szczęścia, człowiek musi żyć chwilą i tylko dla niej. Jeśli jednak chce odnależć sens, odkryć znaczenie swoich pragnień i tajemnic, całego swojego życia - musi po raz wtóry pogrążyć się w przeszłości, nawet tej najczarniejszej, jednocześnie żyjąc dla przyszłości, jakkolwiek byłaby niepewna.
Tak więc machając przed oczami życiowym szczęściem i sensem życia, natura nas mami, nalegając, byśmy wybrali albo jedno, albo drugie.
Własnoręcznie (bez OCR) wklepałem wstęp książki Jed Rubenfeld.
Książkę chciałem tylko polecić. Szczęście jest umiejętnym przełączaniem się miedzy postrzeganiem czasu jako "tu i teraz" a jako ciągłość: następstwo przeszłości - przyczyna przyszłości.... Trudne to jest, bo same endorfiny nie wystarczą :)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Sekret_Freuda
..szczęście hmmmm ..dla każdego oznaczać coś innego ..wydaje mi się ,że tylko wtedy jesteśmy tak naprawdę szczęśliwi gdy w ogóle się nad tym nie zastanawiamy .
...najlepiej przeć do przodu i nie myśleć nad odczuciami jeśli tylko zaczniesz automatycznie porównujesz ,a to przypomina o tych niemiłych chwilach ..takie tam moje odczucie ;)Pozdrawiam .
Spotkasz się sam na sam z obcą kobitką, to jak nic jesteś w sądzie udupiony. Gwałt to mały pikuś. Uszkodziłeś jej kręgosłup, albo ona ma załamanie nerwowe i będziesz odpracowywał to długo...
Nigdy nie dajcie się sfotografować, nie dajcie adresu, ani odcisków palców nie zostawiajcie... Chyba, że to jest miłość
Trzeba postawic jakas kamerke nagrac, ze loda robila bez polyku i sie chlop zdenerwowal kazal sie lizac pojajeczkach a ze jej pozycja nie pasowala to jej problem
Mi tu bardziej chodziło o zabawę językiem ;)
O tym, że egoizm jest też dobry, gdy nie jest zły, to wiele książek powstało ;)
Ostatnio wmawiają nam, że asertywność to egoizm, i to jest złe ;)
Tam gdzie słońce
radość gości,
łatwiej jest żyć,
trwać w miłości.
Tam gdzie słońce
szczęście sprzyja,
rośnie dobro
łączy przyjaźń.
Takim słońcem
bądź świecącym!
Sercem dobrym
i gorącym!
I Bank Holliday Weekend. Nic się już w tym roku specjalnie nie zmieni po ostatnich szczytowaniach w EU, G8 i G20. Euro jebnie na pysk w porównaniu do innych walut, PLN jebnie na pysk w porównaniu do Euro, a mnie to nie interesuje
Gold będzie po 3k$, a dolar jest lepszy niż €. £ znów powyżej 5PLN, o yuanach nie wspomnę...
W bardzo zabawnych czasach żyjemy, bo wszyscy wiedzą, ale nie mogą w to uwierzyć. http://www.tms.pl/z-rynku/komentarze-rynkowe/2116-nie-najlepsze-nastroje-na-rynkach-gieldowych.html
Tylko czekać, aż Włochy ogłoszą bankructwo. Oczywiście Polska rośnie w siłę, aby ludziom żyło się dostatniej....
ciężko..bardzo ciężko..
myślę sobie tylko,że byl czas w moim życiu kiedy mielismy 4 kioski,kupę kasy,nowe auta i...ciągle było mało i mało..
Dziś mam bardzo mało i..musi być dość.
Pozdrawiam Cię kochany Waldeczku!!!
Tylko cytat: Nie ma nic gorszego, niż bałwochwalstwo. Może dlatego, że chyba nie ma nic równie głupiego. Bałwochwalstwo bowiem polega na tym, że człowiek zaczyna czcić, to znaczy - korzyć się przed swoimi własnymi wytworami, a nawet - składać im ofiary, np. ze swojej wolności. Proces odchodzenia od bałwochwalstwa, a nawet - od politeizmu został bardzo ładnie opisany w przez Tomasza Manna w książce „Józef i jego bracia”. Jest tam scena, jak Pan Bóg przygląda się Abrahamowi, a właściwie nie tyle jemu samemu, co procesowi myślowemu, przebiegającemu w jego głowie. Abraham myśli tak; skoro jest wielu bogów, to któryś z nich musi być najważniejszy. Skoro tak, to nie ma sensu oddawać czci bogom stojącym w hierarchii niżej. Lepiej od razu oddawać cześć temu najważniejszemu, największemu. Ale czy w tej sytuacji bogowie stojący niżej w hierarchii są jeszcze bogami? Skoro podlegają mocy i woli tego najważniejszego i najwyższego, to - powiedzmy sobie szczerze - jacy tam z nich „bogowie”? Skoro tak, to nie ma wielu „bogów”, a tylko ten Jeden, Najwyższy. Mann pisze, że obserwując ten proces myślowy w głowie Abrahama, Pan Bóg z zachwytu aż cmoknął się w palce. http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2252
Nie jestem analitykiem, ale lubię poczytać na temat kursów walut. EUR spada do PLN. Było ponad 4,51 kilka dni temu, jest teraz 4,38, kilka dni wcześniej było 4,34, a wcześniej przez całą wieczność koło 4,00.
Czemu troszkę spadło i nie rośnie bardziej? Otóż kosztuje to NBP 0,8-1mld EUR dziennie. Kosmicznie wielkie pieniądze, w dużej mierze pożyczone, a wszystko po to, żeby polski dług publiczny nie był zbyt duży (pow. 55% PKB) w dniu 31.12.11.
Czy to się uda? Być może, ale jak pierdolnie potem, to z jeszcze większym hukiem. Pomijając spadające EUR, a takie skupowanie złotówek za euro ( za 1 mld dziennie) pomaga EUR. Szachraje jedne...
No, ale jebnie i tak. Zrozpaczonej obiecałem, że będzie po 5PLN za pół roku, czyli już w 2012. Na razie połowę mej prognozy się spełniło, i tak przed czasem. Zależy kto wygra wybory w Polsce, bo prounijni się rozpędzają przed przepaścią, inni hamują i będą próbować schodzić w przepaść za pomocą lin. Przepaść czeka i tak i tak
Jest to ważne, bo wydają tyle dziennie, po to, żeby budżet, który dopiero uchwalili na 2012 mógł w założeniu być zadłużony na 35mld. Wystarczy, że EUR będzie po mniej niż 5PLN, a wtedy przekroczony próg dotychczasowego zadłużenia zakazuje, według Traktatu, tego zadłużania Polski na kolejne 35miliardów w przyszłym roku. I tu mowa tylko o budżecie państwa, nie samorządów czy tam państwowych przedsiębiorstw...
Też za nią czasem tęsknię, ale jej chyba głupio pod tym samym nickiem teraz. Nie miałem z nią nigdy żadnego kontaktu poza przekomarzaniem się na tutejszym forum ;) A mogłaby się w piersi uderzyć i porozmawiać o tych bankach, co to Irlandię uratowały...
Hej Valdie :) wspominasz tu o ZROZPACZONEJ , wiesz co u niej , zyje? dziecko urodzila? poszla na jakies studia ?dostala prace w PiS? ? ? :))) dziwny jestem chyba ale zaczyna mi jej brakowac:)))) Tak fajnie bylo sie z nia zrec i isc na noze nieraz :))
Dodać należy, że przy wysokiej wartości € towary importowane są droższe dla portfela przeciętnego Polaka, co uderza w jego budżet "domowy" i prowadzi do spowolnienia gospodarczego.
Każdy Polak który tam żyje i mieszka, musi oddać 80tys zł.....i choćby się miał zesrać, to politycy wyciągną tę kasę od niego
Export jednak się polepszy....cały czas Polacy zapieprzają, by "rolkę srajtaśmy" sprzedać drożej - muszą z czegoś politykom "oddać" ;)
Skoro nie śpię, to teraz zapytam. Nie wiem kto jest krokodylem Gienią, a kto Kiwaczkiem... Po co im to to wiem, bo znam cały serial. Albo nie wiem po co...
No tak, ale dopiero niedawno dotarło do mnie zderzenie tekstu z klipem. Wcześniej nie rozumiałem o co chodzi z tym krowami, maskami czy wiolonczelami na łące...
A teraz, słuchaj!
Daleko na wsi, tuż koło drogi, stała altana; widziałeś ją na pewno, kiedyś tamtędy przechodził. Przed altaną był mały ogródek kwiatowy z pomalowanymi sztachetami, tuż obok na murawie, wśród najpiękniejszej zielonej trawy, rosła mała stokrotka; słońce ogrzewało ją tak samo mocno i pięknie jak wielkie, pyszne kwiaty w ogrodzie i dlatego rosła z godziny na godzinę. Pewnego ranka całkiem rozkwitła i stała tak ze swymi małymi, śnieżnobiałymi płatkami, które otaczały, jak promienie, żółte słoneczko pośrodku. Nie myślała wcale o tym, że żaden człowiek nie widzi jej w trawie i że jest biednym, pogardzanym kwiatkiem; nie - była bardzo zadowolona, zwracała się cała do ciepłego słońca, patrzyła w nie i słuchała skowronka, który śpiewał w powietrzu.
Mała stokrotka czuła się szczęśliwą, jak gdyby to było wielkie święto, a przecież był to tylko poniedziałek; wszystkie dzieci uczyły się w szkole; podczas gdy dzieci tkwiły w ławkach i uczyły się tam czegoś - stokrotka tkwiła na swej zielonej łodydze i również się uczyła od ciepłego słońca i od wszystkiego, co ją otaczało, jaki Bóg jest dobry. Myślała o tym, jak pięknie wyśpiewuje skowronek to, co czuje w ciszy, i patrzyła z pewnego rodzaju czcią i podziwem na szczęśliwego ptaszka, który umie śpiewać i fruwać; ale nie martwiła się tym, że sama tak nie potrafi: "Widzę i słyszę! -myślała. ? Słońce mnie grzeje i wiatr mnie całuje. Ach, obficie mnie obdarowano!"
Za sztachetami stało tyle sztywnych, wykwintnych kwiatów; im mniej pachniały, tym dumniej strzelały w górę. Piwonie nadymały się, aby być większymi od róż - ale rozmiar przecież nic nie znaczy. Tulipany miały najpiękniejsze barwy, wiedziały o tym dobrze i trzymały się prosto, aby je można było lepiej widzieć. Nie spostrzegały wcale małej stokrotki, ale ona patrzała na nie tym uważniej i myślała: "Jakież one bogate i piękne! Do nich przyleci na pewno ten wspaniały ptak w odwiedziny. Bogu dzięki, że jestem tak blisko nich, mogę przynajmniej przyglądać się ich wspaniałości". I właśnie gdy tak myślała, posłyszała:
"Ćwir, ćwir!" - to skowronek zleciał na dół, ale nie do piwonii ani do tulipanów - nie: sfrunął w trawy do biednej stokrotki; radość po prostu przeraziła stokrotkę i sama nie wiedziała, co ma myśleć.
Ptaszek tańczył dookoła stokrotki i śpiewał: ,,Jaka ta trawa jest miękka, patrzcie, jaki to kochany, mały kwiatek o złotym serduszku i srebrzystej sukience". Żółty środek stokrotki wyglądał naprawdę jak złoty, a małe płatki dookoła błyszczały swą białości. Jakże szczęśliwa była stokrotka - to trudno sobie wyobrazić. Ptaszek pocałował ją. swym. dziobem, zaśpiewał dla niej i pofrunął znowu. w błękitne powietrze. Chyba. kwadrans minął, zanim stokrotka przyszła do siebie. Trochę zawstydzona, ale jednak serdecznie uradowana, spojrzała na kwiaty w ogrodzie, widziały przecież, jaki ją spotkał honor i jakie szczęście, musiały zrozumieć, jaka to była dla niej radość; ale tulipany stały tak samo sztywne jak przedtem, twarze ich ściągnęły się, zaczerwieniły z gniewu. Piwonie nadęły się "ph", całe szczęście, że nie mogły mówić, na pewno robiłyby stokrotce ostre wymówki. Biedny kwiatek wiedział, że nie są w dobrym humorze, i to mu sprawiło prawdziwą przykrość. Wtedy do ogrodu przyszła dziewczynka z wielkim nożem, ostrym, błyszczącym, zbliżyła się do tulipanów i zaczęła obcinać jeden po drugim.
- Ach! - westchnęła stokrotka. - Jakież to straszne, już po tulipanach! Dziewczynka odeszła z tulipanami; stokrotka była szczęśliwa, że stoi daleko w trawie i że jest małym, biednym kwiatkiem, była przepełniona wdzięcznością i kiedy słońce zaszło, zwinęła płatki i zasnęła, śniąc przez całą noc o słońcu i o małym ptaszku.
Następnego ranka, kiedy kwiatek wyciągnął radośnie białe płatki, niby małe ramiona, do powietrza i. słońca, posłyszał głos ptaszka, ale śpiew jego brzmiał smutnie. Tak, biedny skowronek miał powody do smutku, schwytano go i oto teraz siedział w klatce przy otwartym oknie. Śpiewał o szczęściu swobodnego fruwania, śpiewał o młodym, zielonym życie w polu i o pięknej podróży, którą mógłby odbyć na swych skrzydłach wysoko w powietrzu. Biedny ptaszek nie myślał o wesołości, siedział uwięziony w klatce.
Stokrotka chętnie by mu pomogła, ale jak miała się do tego zabrać? Trudno było coś wymyślić. Zapomniała zupełnie, jak pięknie było dookoła niej,. jak gorąco grzało ją słońce i jak ślicznie wyglądały jej białe płatki; myślała tylko o uwięzionym ptaszku, któremu nie mogła pomóc.
Wtedy wyszło z ogrodu dwóch małych chłopców; jeden z nich trzymał nóż, taki sam duży i ostry jak ten, którym dziewczynka obcinała tulipany. Zmierzali wprost do stokrotki, która nie mogła zrozumieć, czego oni chcą.
- Moglibyśmy tu wyciąć dla skowronka piękny kawał murawy! - powiedział jeden z chłopców i zaczął wycinać kwadrat dookoła stokrotki zostawiając ją pośrodku.
- Wyrwij ten kwiat - powiedział drugi chłopiec, a stokrotka zadrżała ze strachu, bo zostać wyrwaną to to samo, co umrzeć, a teraz chciała tak bardzo żyć, teraz, gdy miała się dostać z kawałkiem murawy do klatki skowronka.
- Nie, zostaw ją! - Tak ładnie wygląda! Została więc i zabrano ją do klatki skowronka.
Biedny ptaszek narzekał głośno na utratę wolności i uderzał skrzydłami o żelazną kratę, mała stokrotka nie mogła mówić, nie mogła mu powiedzieć słowa pociechy, chociaż tak bardzo chciała: I tak przeszło całe przedpołudnie.
- Nie ma tu wody! - powiedział uwięziony skowronek. - Wszyscy wyszli i nie zostawili mi ani kropli do picia. Gardło mi wyschło i pali. Czuję w sobie ogień i lód - powietrze jest takie ciężkie! Ach, będę musiał umrzeć z daleka od ciepłego słońca, od świeżej zieleni, od całego piękna, które stworzył Bóg!
I potem wsadził mały dziobek w chłodną trawę, aby się trochę odświeżyć; wtedy wzrok jego padł na stokrotkę; ptak skinął do niej główką, pocałował ją dziobkiem i powiedział:
- Ty także musisz tu więdnąć, biedny, mały kwiatuszku! Ciebie i kawałek zielonej murawy dano mi w zamian za cały świat, który miałem na wolności. Każde źdźbła trawy musi mi zastąpić zielone drzewo, każdy z twoich białych płatków ma być dla mnie pachnącym kwiatem. Ach, przypomina mi to tylko, ile straciłem!
"Kto mógłby pocieszyć skowronka ?" - pomyślała stokrotka. Ale nie mogła poruszyć żadnym płatkiem; jednakże zapach, który wydzielały jej płatki, był o wiele silniejszy niż zwykły zapach tego kwiatu; zauważył to również skowronek, a chociaż był osłabiony z pragnienia i w męce wyrywał zielone trawki, nie ruszył kwiatka.
Nadszedł wieczór i nikt nie przyszedł i nie przyniósł ptaszkowi kropli wody; wtedy skowronek wyciągnął swoje piękne skrzydła i potrząsał nimi kurczowo, jego śpiew brzmiał jak zbolały pisk, mała główka pochyliła się ku stokrotce i serce ptaka pękło ze smutku i tęsknoty; kwiatek nie mógł jak poprzedniego wieczoru zasnąć, stuliwszy płatki; chore i smutne chyliły się one do ziemi.
Dopiero następnego ranka przyszli chłopcy; a kiedy zobaczyli martwego ptaka, zapłakali, płakali rzewnymi łzami i wykopali mu śliczny grób, który ozdobili płatkami kwiatów. Ciało ptaka włożyli do pięknego, czerwonego pudełka; królewski miał pogrzeb biedny ptaszek. Kiedy żył i śpiewał, zapomniano o nim, trzymano go w klatce w niedostatku, teraz ofiarowano mu wspaniały pogrzeb i wiele łez.
A kawałek murawy wraz ze stokrotką wyrzucono na drogę pełną kurzu, nikt nie myślał o kwiatku, który najwięcej współczuł małemu ptaszkowi i tak gorąco chciał go pocieszyć.
Był sobie ptak obdarzony parą doskonałych skrzydeł o bajecznie barwnych piórach..
Pewnego dnia ptaka tego zobaczyła młoda kobieta i zakochała się w nim bez pamięci. Serce jej mocno zabiło, oczy zalśniły z zachwytu.. Kobieta podziwiała, czciła, wielbiła ukochanego ptaka.
Lecz pewnego dnia pomyślała: "A może on zechce odkryć dalekie krainy, poznać odległe zakątki świata?". I przestraszyła się własnych myśli. Przestraszyła się, że już nigdy nikogo tak mocno nie pokocha. I obudziła się w niej zazdrość..
"Zastawię na niego pułapkę - pomyślała. - Następnym razem, gdy się pojawi, już ode mnie nie odleci".
Ptak, który również był bardzo zakochany, przyfrunął do niej nazajutrz. Wpadł do klatki i nie mógł się już z niej wydostać - stał się więźniem.
Kobieta napawała się jego widokiem. Był przedmiotem jej gorącej namiętności". Jednak z biegiem czasu zaszła w niej zadziwiająca przemiana: ponieważ ptak stał się jej własnością i nie musiała już go zdobywać, przestał ją interesować. A on, nie mogąc już latać, z dnia na dzień pogrążał się w coraz głębszym smutku, pióra mu wyblakły, skrzydła opadły..
Pewnego dnia, gdy podeszła do klatki, okazało się, że ptak jest martwy..
Utraciła sens życia i śmierć zapukała do jej drzwi.
- Czemu przyszłaś? - zapytała ją udręczona kobieta.
- Abyście mogli być znów razem - odpowiedziała śmierć. - Gdybyś pozwoliła mu odlatywać i wracać, kochałabyś go i podziwiała do dzisiaj. Teraz jestem ci potrzebna, byś mogła go odnaleźć.
Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.
Generalnie nie ma ani wierzących na 100% ani ateistów takich nie ma. (Poza ludźmi w tymczasowym amoku). Wszyscy miewają chwile zwątpienia. Moim zdaniem należy wtedy pomedytować, obłożyć się kryształami najlepiej czy w jakikolwiek sposób się wspomóc. Szkoda, że smoki nie istnieją
Najgorsze są gromadzące się wątpliwości, trzeba je rozwiać
To twoja decyzja, nikt nie może cię do niej zmusić. Jednak jeśli chcesz uzyskać Boże przebaczenie i nawiązać z Nim przyjaźń, możesz to zrobić choćby zaraz, prosząc Go, aby ci wybaczył i wszedł w twoje życie. http://www.kazdystudent.pl/a/istnienieboga.html
..rzeczywiście piękne bajkowe wydanie ...hmmm i klimat stworzony przez ta panią również niesamowity .
Ale wysokie tony jej głosu ..niekoniecznie pomagają przy wysokiej temperaturze :D:D
:)..to tylko taka malutka moja dygresja ..jak wyzdrowieje będę słuchać na full :D
Pozdrawiam :)